Po co grać w gry
Tak, różne prace. Było jasne, że potrzebowali kogoś, kto będzie wykonywał dla nich najbrudniejszą robotę, której oni sami nie mogli legalnie robić. Potrzebowali kogoś działającego w sposób brutalny, ale takiego, którego mogli się publicznie wyprzeć. Nadszedł czas uświadomić mu, że nie rozmawia z głupcem. Nachyliłem się do przodu.Ależ, sahibie Kumarze, przecież dla was pracuje już Ćhota Madhaw. - Ćhota Madhaw był jednym z ludzi Sulejmana Isy, który odszedł od niego po tej akcji z wybuchającymi bombami i stworzył własną firmę. Obecnie prowadził działalność z Indonezji, walcząc z Sulejmanem Isą, a ponieważ był wrogiem mojego wroga, utrzymywaliśmy dosyć serdeczne stosunki, nie łączyła nas przyjaźń, ale też nie dzieliła nienawiść. Wiedzieliśmy też, że miał jakieś powiązania z organizacją zwaną RAW. Chciałem teraz uświadomić panu Kumarowi, że bez większego trudu odgadłem, kim jest.
Gierki dla dzieci
Jestem. To było bardzo proste. W tym momencie uzmysłowiłem sobie, że jestem właśnie patriotą. Niegdyś byłem człowiekiem ciemnym, interesowały mnie tylko pieniądze, marzyłem wyłącznie o sławie i luksusach. Ale od tego czasu wiele się nauczyłem, wiele zrozumiałem. Na tym świecie człowiek nie może stać na uboczu i mówić, że nie liczy się z niczym i z nikim oprócz samego siebie. Ja byłem patriotą. Kiedy tak patrzyłem na pana Kumara, rozpoznałem w nim patriotę i wiedziałem, że też nim jestem. Jeśli zostaniesz w Indiach, czekają cię nieustanne, zaciekłe ataki. Poza tym nadal będziesz borykał się z prawem. Chociaż zniesiono już TADA, ty zawsze będziesz żył, jakby ta ustawa obowiązywała. Pewnego dnia załatwisz sobie wyjście na wolność, ale potem znowu tu wrócisz. Być może zostanie wprowadzone nowe I w tym możemy ci pomóc. Możemy dostarczyć informacje, pomoc. Chodzi oczywiście o wstępne przygotowania i wsparcie logistyczne. Może jakieś pieniądze.
Ten człowiek oferował bardzo dużo. I proponował to w taki sposób, jakby rzeczywiście miał możliwość spełnienia swoich obietnic. Musiałem go jednak przycisnąć.
Ważna osoba
Wiedziałem, że chłopcy oczekują ostatecznego uderzenia, wymierzania naszym wrogom jakiejś straszliwej kary. Powiedziałem im, żeby zachowali cierpliwość. Plony zbiera się, kiedy są dojrzałe. Trzeba czekać, musimy poczekać. I tak czekałem. Byłem spokojny. Było to rankiem, jeszcze w porze moich modlitw, i poczułem nagłe zagrożenie. Adwani nie niepokoiłby mnie o tej godzinie, skoro więc mnie wzywał, musiało zdarzyć się coś bardzo niedobrego. Założyłem ćappale i ruszyliśmy, skacząc z kamienia na kamień przez dziedziniec, który teraz zmienił się w jezioro deszczówki. Nad nami nisko wisiały czarne chmury i cały świat był dosyć spokojny, wypełniony jedynie spadającą wodą. Obok biura naczelnika stało rzędem trzech mężczyzn w białych koszulach. Minąłem ich i zobaczyłem Adwaniego, który siedział wyprostowany przy biurku i sprawiał wrażenie bardzo oficjalnego. Nie wstał na mój widok. Jakiś mężczyzna po prawej stronie Adwaniego przyglądał mi się bacznie. Najpierw zwróciłem uwagę na jego kopulastą głowę, zupełnie łysą i brunatną w ciemnym świetle monsunu. A potem na te jego oczy, które mnie obserwowały.
Pomagaj dzieciom w grach edukacyjnych
W obu tych przypadkach, powiedział Śukla-dźi, dlatego, że wierzymy w złudzenie własnego ja. Ja to zrobiłem - tak myślimy i w to wierzymy. Wykrzykujemy to na cały świat, ja robię to, ja robię tamto, tylko ja, ja, ja. Wierząc w tę najbardziej złudną iluzję, sądzimy, że porażki są wynikiem naszych błędów, że wypływają z natury naszego ja. Uważamy się za właścicieli swoich zwycięstw. A jednak, kiedy odnosimy sukces, zauważamy, że te złudzenia co do własnej osoby, to złudne ja może istnieć tylko w przyszłości albo w przeszłości. To rozdzielenie z teraźniejszością jest wieczne, więc dopóki w to wierzymy, dana jest nam tylko strata. Dopiero kiedy wykroczymy poza to złudzenie i je wyśmiejemy, możemy poznać przyjemność tej chwili, możemy się śmiać, ponieważ dopiero wtedy jesteśmy naprawdę żywi. Moje dzieci, mówił Swami-dźi, porzućcie swoje działania i odkryjcie własną, prawdziwą naturę. Poznajcie Samych siebie.
dobry biznesmen krauze
Rozłączył się. Tego samego popołudnia widziałem go w telewizji. Siedział ze skrzyżowanymi nogami na dais, wsparty na okrągłych, białych poduszkach, i mówił do błyszczącego, srebrzystego mikrofonu. W tle, za jego głową, połyskiwały szprychy kółek jego wózka. Nigdy wcześniej nie zauważyłem, jak bardzo jest przystojny, gęste siwe włosy opadały mu do tyłu, ale niezbyt nisko, podkreślając świeżość i elastyczność gładko ogolonych policzków. Zupełnie nie umiałem określić jego wieku. Uczniowie siedzieli w zdyscyplinowanych rzędach, mężczyźni po jednej, a kobiety po drugiej stronie. Tego dnia tematem wykładu był sukces. Dlaczego, zapytał, tak bardzo ciąży nam porażka? I dlaczego po odniesieniu sukcesu ponownie powraca uczucie niezadowolenia? Dlaczego tak przygnębia nas dotarcie do celu, nawet jeśli od dawna o tym marzyliśmy, tak zaciekle.
Granie w gry edukuje
Wraz ze swoim kuzynem i kilkoma innymi ludźmi założyli nową partię, Akhand Bharat. Ta partia nadal funkcjonuje, ale udało im się zdobyć tylko kilka mandatów we władzach miasta, nigdy nie odnieśli najmniejszych sukcesów w wyborach stanowych czy do parlamentu. - I co dalej?
- Żyje na wysokim poziomie, bhai. Ma dom o nazwie Dźanki Kutir, trzykondygnacyjny, wielki jak kino. Cały w białych marmurach. Ta partia Akhand Bharat nadal działa, wydają za dużo pieniędzy jak na swój niewielki zasięg. Nie wszystkie pieniądze pochodzą z dystrybucji paliwa. I nie wystarczyłoby tego na zapłacenie za nasze dostawy.
Gry w sam raz dla dzieci
Skinął głową uszczęśliwiony, a ja w tym geście dostrzegłem młodego Mathu, który przyklaskiwał pomysłowi pójścia do kina, zgadzał się na faluję i na wycieczkę. Kazałem go umyć i obładowanego papierem odesłałem pod eskortą dwóch moich ludzi do jego baraku. Ogarnęły mnie dreszcze, podkurczyłem kolana i pogrążyłem się w myślach. Mogłem go, oczywiście, odesłać na wolność, ale strażnik powiedział mi, że nawet w więzieniu Mathu z trudem radzi sobie bez pomocy innych. Oddawał jedzenie każdemu, kto oferował mu długopis, a kiedy już miał jedzenie, zapominał je zjeść.
ofiarny krauze
Ten nasz Mathu był prawdziwym artystą. Widać było, co czuje przedstawiony na rysunku człowiek, czy zwierzę jest przestraszone. Drzewa pochylały się pod naporem silnego wiatru, a na ciemnej uliczce stały latarnie. Małe dymki pokazywały, co ludzie do siebie mówią, ale rysunki były tak stłoczone i tak malutkie, że trudno było odcyfrować wyrazy, nawet kiedy patrzyło się z odległości paru centymetrów. Przypominało to jakiś gandu zwariowany komiks, już od samego patrzenia kręciło się człowiekowi w głowie, te wszystkie figurki poruszały się po papierze tam i z powrotem, przechodząc z jednego skrawka na drugi, każdy wolny centymetr zapełniała jakaś dyskusja, kłótnia albo miłość, ale i tak widać było, że to wszystko w jakiś sposób łączy się ze sobą, że jest w tym jakiś sens.